Posty

Daj dziecku odpowiednie buty, a zawojuje świat

Obraz
Do dziś pamiętam taką scenę z zerówki: pani przedszkolanka kazała nam narysować swój wymarzony zawód, to kim chcielibyśmy zostać w przyszłości. Nie pamiętam co narysowałam... Może fryzjerkę? Na prawdę nie wiem. Pamiętam jednak, że pośród morza "zwykłych" profesji pewna koleżanka narysowała siebie jako... opiekunkę zwierząt w ZOO.  To było coś! O ile pamiętam wszyscy przyszli strażacy, kierowcy, policjanci, sprzedawczynie i... fryzjerki nagle także zapragnęli opiekować się żyrafami i hipopotamami...
Gdy dorosłam nie przestało mnie nurtować pytanie o to, jak to się dzieje, że ludzie wybierają dla siebie jakieś konkretne zawody. Skąd biorą się pracownicy platform wiertniczych, jak się zostaje treserem fok, jak wpada się na pomysł, by zostać spawaczem podwodnym, a skąd poeta wie, że ma być poetą...
Z perspektywy czasu widzę, że oprócz konkretnych warunków życia i rozwoju, mądrości, talentu, życiowego rozgarnięcia i innych czynników, przydaje się w tej kwestii także nieco "…

Dzieci patrzą. Rzecz o spojrzeniach.

Obraz
"Rozumiem więcej niż ci się wydaje". Taki napis znalazłam kiedyś na jednym z dziecięcych ubranek (malinowe pole). Po ostatnich obserwacjach mam ochotę dopisać do tego zdania jeszcze jedno: "widzę więcej niż ci się wydaje".

Spojrzenie dziecka. Gdy jest maleńkie czekasz, aż zacznie śledzić twój ruch, aż dostrzeże twój uśmiech i po raz pierwszy odpowie na niego swoim. Jego oczy są zwykle radosne, ciekawe wszystkiego, co je otacza. Czasem, gdy przesłoni je ból kolek czy ząbkowania, bywa smutne, załzawione. Jednak bez względu na wszystko jest zawsze czyste, przejrzyste. Mija czas i ani się obejrzysz, a robi się ono coraz bardziej świadome. Dziecko widzi i rozumie więcej niż ci się zdaje. Dostrzega twoje działania, to co dobre, ale też twoje niekonsekwencje, niejednoznaczności, sprzeczności.
Przez fakt posiadania trójki dzieci w różnym wieku, spotykam się z takimi właśnie różnymi wymiarami ich spojrzenia.


Najstarszy - syn - patrzy uważnie - dostrzega moje codzienne nies…

Mamo, nie bądź cieniem

Obraz
Każda mama ma czasem taki dzień, gdy na jej głowie zbyt wiele obowiązków. Każda także potrzebuje wsparcia, gdy zbyt wiele spraw i sytuacji, choćby miały one oblicze irytująco kapiącej kropli wody, rozprasza jej myśli...

Kiedyś, pośród jednego z takich dni, natrafiłam na tę uroczą animację: 




Zobaczyłam w niej siebie, niejednokrotnie "tracącą ducha" i, chcąc nie chcąc, stającą się "nieobecną" w obliczu przeciążeń dnia codziennego. Wpadłam wtedy na pomysł, by wyświetlić tę animację moim dzieciom. Oglądały zaciekawione, czekając na rozwój sytuacji. Na początku nie rozumiały dlaczego mama z animacji staje się cieniem. 





Rozbawił ich natomiast mały braciszek plujący smoczkiem, który tak bardzo przypominał ich maleńką siostrę, oraz mrówka, kąpiąca się beztrosko w tle napisów końcowych ;)




Potem obejrzeliśmy drugi raz z lekturą napisów. A zwłaszcza z końcowym zapewnieniem dzieci: "Mamo, zajmiemy się tym". 





Zrozumieli tą subtelną aluzję ;) Rozmawialiśmy zresztą potem p…

Spóźnione blogowe urodziny - to już 5. lat!

Obraz
9 września Raptularz świętował swoje 5. urodziny... Cóż... W ferworze przygotowań do obrony sama o tym całkowicie zapomniałam. 
Raptularz powstał w kilka miesięcy po urodzeniu M., gdy zaczęłam sobie uświadamiać, ile bezcennych chwil niesie każdy dzień z nim razem, każdy nasz pomnożony razy 3 (wówczas - K., M   i ja ) dzień. Miałam wrażenie, że każda kolejna bezcenna, a prosta chwila, prześciga poprzednią. I że jest ich tyle, że wkrótce nie spamiętam co, i kiedy, i jak... Że będę pamiętała szczątkowo, że pamięć nie wytrzyma naporu ważnych zdarzeń, a przecież były ważne, bo tworzyła je nasza miłość. Zaczęłam zatem pisać. Już nie do zeszytu, ale na blogu. Najpierw bardzo nieśmiało, co wynikało trochę z chęci poznania reakcji czytelników. Raptularz zaczął stopniowo różnymi drogami docierać do zakątków sieci i zbierać sygnały zwrotne, raczej pozytywne, ciepłe, akceptujące. To zachęcało, nie ukrywam, do dalszego pisania.


Raptularz, w czasie tych mijających pięciu lat wyglądał różnie, różni…

Gdy życie z otwartym przewodem się kończy

Obraz
Ten post czekał na swój moment, na swoje "pięć minut", ponad cztery lata... Gdy rozpoczynałam studia doktoranckie nie wiedziałam, czy będzie mu w ogóle dane zaistnieć. Niby człowiek coś rozpoczyna, ale nie wie, co przyniesie życie i czy uda się pewne plany, choćby najlepsze, doprowadzić do końca.
Gdy zatem rozpoczynałam studia doktoranckie byłam świeżo upieczoną żoną, a potem także mamą. Wtedy - przy jednym dziecku, wydawało mi się, że jako intensywnie zajęta mama, mam tak mało czasu, by zabrać się za kwerendę, za szukanie literatury, a przede wszystkim jej czytanie, że już bardziej nie można. Jak bardzo byłam w błędzie, miało się okazać bardzo szybko. Bowiem niedługo potem oczekiwaliśmy już drugiego dziecka. Wiedząc z jakimi obowiązkami się ten fakt wiąże, zachwiałam w sobie pewność co do możliwości doprowadzenia tych studiów do końca i uwieńczenia ich złożeniem pracy. Wtedy jednak bardzo mocno doświadczyłam wsparcia mojego Męża. Są właśnie takie chwile w życiu, gdy inni w…

Rodzicielski `dobry ton`

Obraz
Dziś dzielę się z Wami krótkim 'podręcznikiem' bon tonu dla rodziców, który znalazłam w książce "Pierwsze kroki wśród ludzi" Hanny Olechnowicz wydanej w 1971 roku.
Informacje w nim zawarte niby oczywiste i rodzicom powinny być wiadome, a jednak mimo to zachęcam Was do lektury, bo stałe warto się odnawiać w dobrym, także w dobrych rodzicielskich nawykach. A zatem miłej lektury :)






















Życie poporodowe

Obraz
Bałam się. Bałam się jak będzie wyglądała rzeczywistość "po". Obawy o to, czy "normalne" życie z trójką dzieci jest możliwe towarzyszyły mi podskórnie i czasem nie pozwalały spokojnie spać w ciągu długich dziewięciu miesięcy ciąży. Niepewność, czy przy trójce dzieci znajdzie się czas dla siebie, chwilę na odpoczynek, czy ogarniemy wyjścia w plener, zakupy, troskę o relacje, o siebie, o dom, o swoją refleksję nad życiem, o swój spokój, który przecież i rodzicom trójki jest czasem niezbędny, by nie zakopać się w sprawach tylko przyziemnych. 
Bałam się.
Ale poród w jakimś sensie samoistnie rozkruszył we mnie obawy. Przyniósł mi jakąś głęboką zgodę na "nową drogę życia" z kolejnym maleństwem, choć tego dnia nie mogłam przewidzieć co przyniosą dni kolejne.




Powrót do domu przyniósł duży spokój. Dzieci szybko zaaklimatyzowały się z Małą D. Okazało się, że potrafią się sami dość dobrze zorganizować i jeszcze nawet pomóc, że cieszą się swoją nową "towarzyszk…

"Jak bardzo trzeba wybrać, aby urodzić..."

Obraz
Gorące czerwcowe popołudnie.  I chyba jeszcze bardziej męczący wieczór, który mimo zachodu słońca nie daje ukojenia od wszechobecnego ciepła... Próbuję nie poddać się zmęczeniu, bo mimo że to już moja trzecia ciąża, nie zwykłam przez te ostatnie osiem miesięcy dawać sobie taryfy ulgowej. Zresztą nawet gdybym chciała, przy dwójce dzieci nie zawsze była taka możliwość. Ale choć wzbraniam się rękami i nogami przed leżeniem i odpoczywaniem, osłabienie jest czasem silniejsze.  Kompletuję stopniowo rzeczy do szpitala, dokupujemy też resztę tego, co po porodzie będzie jeszcze konieczne w domu. Na szczęście pokój, łóżeczko itp. "elementy" są już gotowe...



Ale zewnętrzna gotowość, to tylko połowa sukcesu.  Druga dokonuje się wewnątrz... Im bliżej terminu, tym więcej myślę o szpitalu, o czekającym po raz kolejny bólu, o wracaniu potem do pełni sił już nie przy dwójce, ale już trójce dzieci. To wzrastanie w odwadze potrzebuje we mnie swojego czasu i tempa. Dojrzewam w tym i nie boję s…

Uważność

Obraz
Dni mijają. Od mojego ostatniego posta upłynęły ponad dwa miesiące. W tym czasie mąż zdążył zmienić pracę, dzieci urosnąć (włącznie z tą, która stale poszerza mój ciążowy brzuszek), a ja zdać egzaminy doktorskie i oczekiwać spokojnie na obronę, która nadejdzie już po rozwiązaniu...
Dni mijają i łatwo je rozmienić na drobne, na tysiące spraw ostatecznie wcale nie tak ważnych jak się pozornie wydają. Mam wrażenie, że trzeba stale budzić własne serce do uważności - na to, co nurtuje mnie samą, ale też tych, których kocham. By codzienność oraz wypełniające ją rozmowy nie były tylko zdawkowymi formami, czy prasówką na temat tego, co w świecie, co w internetach. 
Uświadomiłam sobie to ostatnio, m.in. gdy dni biegły trochę szybciej i gdy doszłam do wniosku, że rozmawiałam np. z synem przez te kilka dni niewiele. Nagle zaczęło mi brakować jego przemyśleń, jego wrażeń z przeżyć, które spotkały go danego dnia. Miałam wrażenie, że przestałam trzymać rękę na pulsie emocji jego małego-wielkiego s…

Dni jednakowe. Błogosławione.

Obraz
Kto tu od czasu do czasu zagląda, zapewne zauważył, że "szaleńcza" ;) częstotliwość postów jest  w Raptularzu jeszcze mniejsza niż zwykle..
Rzeczywiście. To przedziwne, ale mam dość nietypowy etap może nie tyle odejścia od blogowania, ile braku naglącej potrzeby pisania. Nie chodzi tu nawet o brak inspiracji, ile o niekonieczność dzielenia się nimi na forum... Czy to coś w rodzaju chęci "ukrycia się"? Nie wiem... o samy, ukryciu w moim życiu pisałam już kiedy indziej: https://raptularius-matris.blogspot.com/2016/03/w-ukryciu.html ...
...być może wynika to z mojego stanu - ciąża (przede mną trzeci trymestr) skłania, mam wrażenie, jeszcze bardziej do myślenia o ukrytej rzeczywistości życia. Chyba wiele rzeczy przeżywam prościej; jednakowość dni przestała być przeszkodą, i już - jak dawno - cieszy mnie ich zwyczajna prostota. Rytuał codzienności (być może chwilowo? ale jednak) przestał być "ciężarem" i znajduję jakąś dziwną radość w codziennej "monoton…