12 stycznia 2017

To „dziś” jest „naszym życiem”

Słuchając dzisiaj, przy popołudniowej proobiadowej działalności w kuchni, serwisu Radia Watykańskiego, zwróciłam uwagę na pierwszą wiadomość, w której komentowano poranną homilię papieża Franciszka, w której odnosił się on do słów "zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co zwie się «dziś», aby ktoś z was nie uległ zatwardziałości" (Hbr 7, 13).

Papież mówił: 
To „dziś” jest „naszym życiem”, „pełnym dni”, ale „po nim nie ma już powtórki, nie ma jutra" (...) Franciszek podkreślił, że w życiu mamy tylko jedno „dziś”, tymczasem grozi pokusa, by mówić „Tak, dobrze, zrobię to jutro”(...).
„Nie mówię tego po to, aby was przestraszyć - powiedział papież - ale aby po prostu powiedzieć, że nasze życie jest jednym «dziś»: dziś albo nigdy. To mam na myśli. (...)       I moje serce - jakie jest? Czy jest otwarte?
 
Przefiltrowałam szybko te słowa w głowie nie tylko w kluczu teologicznym, ale także macierzyńskim. Przefiltrowałam, pytając na ile, także jako mama, żyję tym, co "dziś"? Także w relacji z dziećmi. Każda/y z nas ma świadomość, jaką pokusą bywa np. odesłać dziecko ze słowem: "potem", "jutro", "za chwilę"... Oczywiście - nie chodzi o to, by być na każde zawołanie dziecka, posłusznie niczym na rozkaz, jaki trzeba wykonać tu i teraz. Chodzi mi raczej o wewnętrzną postawę - o nastawienie. Może warto dziś siebie zapytać czy moje "dziś" jako takie, ale także "dziś" z rodziną, z dziećmi, jest tym, co uważam za ważne, atrakcyjne, warte tego, by - jak mówi Marta Iwanowska-Polkowska - się nim #nażyć. Czy pierwszą reakcją serca np. na kolejne dziecięce prośby, zwracanie uwagi, przybieganie z dziecięcym entuzjazmem, jest także uwaga i entuzjazm, czy też poirytowanie, zniecierpliwienie, danie do zrozumienia, że ma się tysiąc ważniejszych spraw? Czy jest to serce, które charakteryzuje σκληροκαρδία - sklerokardia - tzw. zatwardziałość, twardość, nieczułość, przyzwyczajenie? Albo czekanie na "potem", na "jutro", na coś "ciekawszego"? Czy może to serce, które potrafi się cieszyć tym, co "dziś", nawet jeśli wypełnia owo "dziś" zwyczajność, to, co proste - m.in. dziecięca żywiołowość, spontaniczność, pragnienie spędzania z nami czasu, pragnienie naszej obecności .



Jako mama, spędzająca większość dnia z dziećmi widzę, że nietrudno byłoby się przyzwyczaić. Nietrudno byłoby uczynić swoje serce "twardym" np. na dziecięcą "natrętność", "nieustępliwość" - choćby w dzieleniu się swoimi małymi radościami. Bo "bycie w domu" z dziećmi nie jest niestety tym samym co "spędzanie z nimi czasu". Mogę być przecież w domu, bez przerwy coś robiąc - bo naczynia, bo pranie, bo obiad, bo moje sprawy - a dzieci? Mogą być obok, bawiąc się w większości same. Ale mogę też świadomie dawać swój czas, na konkretne zabawy, mogę dawać pomysły, inspirować. Ale jest jeszcze drugi aspekt związany z tą kwestią - jako mama staje mająca coś do zrobienia - czy to z zajęć domowych, naukowych i innych, mam świadomość, że czasem przybieganie maluchów co 5 minut może być w każdej kolejnej, wspólnej godzinie co najmniej irytujące i trzeba wykazać się dużą otwartością i świadomością niepowtarzalności chwili, by nie umknęła nam ona ze swoją wyjątkowością. Nie muszę tego tłumaczyć temu, kto spiesząc się z przygotowaniem np. czegoś w kuchni, co chwilę odwraca się, by pochwalić dzieci na zmianę przybiegające do 30 sekund, z nowymi rysunkami, pokolorowanymi przez siebie obrazkami, etc etc, i oczekującymi na uwagę, dobre słowo, pochwałę, przytulenie... 

Przywołany powyżej papież Franciszek, pytał kiedyś rodziców via Twitter:
Rodzice, czy umiecie „tracić czas” z waszymi dziećmi? To jedna z najważniejszych rzeczy, które możecie robić każdego dnia...
Traćmy. Trwońmy. Szastajmy. Dawajmy w nadmiarze. #Nażywajmy się. 
Dobranoc :)




2 komentarze:

  1. Asiu! Dziękuję Ci za ten wpis! Bardzo ważne słowa. Czasem w natłoku tych naszych jak piszesz spraw łatwo zgubić to, co naprawdę ważne. Każda taka chwila zatrzymania na DZIŚ nie na jutro buduje nasz niepowtarzalny kontakt z dzieckiem, bo kiedy odpowiadamy na potrzeby naszych Maluchów dajemy im podstawową wiarę w to, że warto szukać kontaktu i warto być w relacji z nami a potem dalej z rówieśnikami, innymi ludźmi. Ostatnio poznałam u siebie w gabinecie dwuletniego chłopca, który obecnie jest już u trzeciej rodziny zastępczej... Obraz tego dziecka, które wciąż szuka, lecz szukanie jest pogrążone w chaosie, zupełnie bezładne a relacja z dorosłym żadna- jest bolesny. Zupełnie jakby był pewien, że to nie ma sensu.... Im więcej uwagi i matczynego pochylenia nad dzieckiem, tym więcej w nim wiary że kontakt z człowiekiem jest ciekawy, ważny i potrzebny :) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. No i jak zwykle pięknie, mądrze i z klasą. Wpis, z gatunku tych - jak zwykle zresztą - których na palcach jednej ręki można policzyć. Bardzo ważny tekst. Dzięki, piękne dzięki! Zapominamy o tym, że te dni są dane. I każdy z nich jest tym wyjątkowym, niepowtarzalnym. Więcej: żaden z nich nie jest "na przeczekanie", aż nastąpi ten według nas "właściwy".

    OdpowiedzUsuń