przed 10. lutego [in memoriam 1940]


Polska.
Styczeń roku 2017. 
Od kilku lat bardzo łagodna, wraca w zasadzie dawno niewidziana - zima. Obfite opady śniegu byłyby może jeszcze znośne, zwłaszcza dla fanów sportów zimowych, miłośników białego szaleństwa albo dla dzieci, mogących nareszcie w czasie ferii pojeździć na sankach czy stoczyć bitwę na śnieżki, gdyby nie - mróz...
Takich temperatur już dawno bowiem w Polsce nie było - w niektórych województwach styczeń "poczęstował" nawet -30 stopniami Celsjusza... 
Kto "zakosztował" w zeszłym miesiącu tego śniegu i temperatur i ma "na świeżo" wspomnienie marznących rąk, mrozu szczypiącego w policzki i wychłodzonych, mimo ciepłych kozaków, stóp, niech wybierze się ze mną teraz do roku 1940..


Jest luty. Jesteśmy na Kresach pod sowiecką okupacją.
Na termometrach ponad -40 stopni, za oknami śniegowe zaspy i na zmianę subtelnie przechodzący z zadymki w zamieć śnieżny taniec...





A w wiejskich domach ludzie, Polacy. Choć w swoich domach, to nie z sercem spokojnym domową atmosferą i ciepłem bijącym z kaflowego pieca... Bo choć w swoich domach, to nie do końca w swojej ojczyźnie. Niepokoiła ich nie tylko śniegowa zawierucha, którą za oknami niósł mroźny wiatr. Niepokoiła przede wszystkim zawierucha wojenna, okupacyjna. Realia nowej, sowieckiej władzy na Kresach straszyły niepewnością, brutalnością. Wielu tkwiło w więzieniach, obozach jenieckich, jak ci, wzięci do niewoli w 1939... 

Wieczór 9 lutego 1940 r. mimo tych wszystkich zewnętrznych okoliczności, nie różnił się od poprzednich. Wielu położyło się spać nie tyle ze spokojnym (bo martwiącym się m.in. o nieznany los swoich najbliższych), ale niczego nie spodziewającym się sercem...

Tymczasem nad ranem w wielu kresowych domach rozległo się walenie do drzwi, któremu wtórował głos enkawudzistów.
Tej nocy na rozkaz Moskwy wywieziono z Polski pierwszych 140 tys. osób – głównie rodziny wojskowych, urzędników, pracowników służby leśnej i kolei ze wschodniej części kraju. Jedna trzecia deportowanych trafiła na północ europejskiej części Rosji, do obwodu archangielskiego i Komijskiej ASRS, wielu przesiedlono do Kraju Krasnojarskiego i obwodu omskiego na Syberii.


Dlaczego o tym piszę, zapytacie?
Nie bez powodu. Nie tylko dlatego, że m.in. z tymi wydarzeniami związany jest temat mojej dysertacji dok., ale także dlatego, że te wydarzenia z lutego 1940, a potem z kwietnia i czerwca tego samego roku oraz z lata 1941 (bo wtedy miały miejsce kolejne wywózki), mają dla mnie twarz polskich matek, które wojenny los wygnał z tego, co najbardziej swoje - z rodzinnych domów, gospodarstw, i którym bez żadnej ich winy, przyszło w kilkudziesięciu stopniowym mrozie podróżować w bydlęcych wagonach na miejsce swego zesłania, do dalekiej Rosji... To twarz polskich dzieci, ich serc pełnych strachu, niepewności, które ze swymi matkami przeszły tą ciernistą drogę...


Dziesiątego lutego opowiem wam ich historię... Do zobaczenia.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Jak bardzo trzeba wybrać, aby urodzić..."

Życie poporodowe

Gdy życie z otwartym przewodem się kończy