Dni jednakowe. Błogosławione.

Kto tu od czasu do czasu zagląda, zapewne zauważył, że "szaleńcza" ;) częstotliwość postów jest  w Raptularzu jeszcze mniejsza niż zwykle..

Rzeczywiście. To przedziwne, ale mam dość nietypowy etap może nie tyle odejścia od blogowania, ile braku naglącej potrzeby pisania. Nie chodzi tu nawet o brak inspiracji, ile o niekonieczność dzielenia się nimi na forum... Czy to coś w rodzaju chęci "ukrycia się"? Nie wiem... o samy, ukryciu w moim życiu pisałam już kiedy indziej: https://raptularius-matris.blogspot.com/2016/03/w-ukryciu.html ...

...być może wynika to z mojego stanu - ciąża (przede mną trzeci trymestr) skłania, mam wrażenie, jeszcze bardziej do myślenia o ukrytej rzeczywistości życia. Chyba wiele rzeczy przeżywam prościej; jednakowość dni przestała być przeszkodą, i już - jak dawno - cieszy mnie ich zwyczajna prostota. Rytuał codzienności (być może chwilowo? ale jednak) przestał być "ciężarem" i znajduję jakąś dziwną radość w codziennej "monotonii". Odprowadzanie syna do przedszkola, szykowanie śniadania, ogarnianie mieszkania, gotowanie obiadu, w międzyczasie zabawy z córką, wspólny z nią spacer po syna, potem wspólny rodzinny obiad, czas razem z mężem i dziećmi, a potem wieczorne lądowania dzieci, a jako "kropka nad i" czas z mężem lub nieco bardziej indywidualnie, jak choćby teraz, przy komputerze... 

Oczywiście, te dni, których plan jest zazwyczaj podobny do tego powyżej, różnią się od siebie czy to intensywnością czy to nieprzewidywalnością zdarzeń, a jednak są wyjątkowe jednakowością, ale taką dobrze rozumianą - przeżywaną wewnętrznie i połączoną ze smakowaniem chwil. Rzecz jasna nie brakuje wśród nich codziennych jakichś trudności, posuch czy pustyń, a jednak cieszą. I jakoś sycą.

Nie wiem nawet z czego to wynika? Ze wspomnianego "stanu błogosławionego", z nieplanowanej zmiany nastawienia, z otwarcia oczu serca na codzienne cuda, które dzieją się zwyczajnie - gdy dzieci przytulają się do brzuszka nie mogąc doczekać się "nadchodzącej" siostry, gdy patrzysz na ich zabawy, na ich małe radości, nawet gdy o 19.oo ich niegasnący entuzjazm i siły, które nie wiesz, skąd oni jeszcze wtedy biorą, czasem są dla ciebie wyzwaniem, bo chciałabyś już po prostu iść spać... Gdy widzisz w oczach tego, którego kochasz, wzajemność i czułość. Gdy to wszystko staje się tak zwyczajnie, że aż uświadamiasz sobie, że to jest właśnie w życiu najbardziej niezwyczajne. Gdy miłość zmienia ci perspektywę. Gdy chwile nabierają nowego znaczenia i nadają spójności dniom...

Trochę jak w piosence Turnaua "Tyniec" - Cały świat jak w bursztynie, zamknięty w jednej chwili, czas te chwile jak Wisła opływa, omija, i wszystko trwa w bezruchu, chociaż wszystko płynie... 



A na dobranoc cytat, który już dawno skradł mi serce i który chciałabym, by coraz bardziej spełniał się w życiu:



Dobranoc :)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Jak bardzo trzeba wybrać, aby urodzić..."

Życie poporodowe

Gdy życie z otwartym przewodem się kończy